Home Afryka 12 atrakcji, które warto zobaczyć w Namibii

12 atrakcji, które warto zobaczyć w Namibii

Autor devil
Epupa Falls
Po wielu podróżach, które odbyliśmy w ciągu ostatnich lat, sporo miejsc mocno zaszyło się nam się w głowach. Za diabła jednak nie podejrzewaliśmy, że jakieś będzie jeszcze w stanie nas totalnie rozłożyć na atomy. Dosłownie! Poza zakwasami w nogach – każdego dnia walczyliśmy także z zakwasami na policzkach. Te drugie jednak powodował mimowolny zaciesz na widok wszystkiego wokół 😉 Tyle niesamowitych miejsc w jednym kraju!

Nie było łatwo zdecydować się na to gdzie dotrzeć, a co wyrzucić z planu naszej podróży. W zasadzie większym problemem było odrzucanie pomysłów – lista „do zobaczenia” cały czas rosła, a 2 tygodnie to tylko dwa tygodnie;). Ostatecznie udało nam się ułożyć całkiem niezłą trasę z topowymi i mniej popularnymi miejscami. O wszystkich nie będziemy wspominać, ale wybraliśmy 12 tych, które na każdym powinny zrobić wrażenie. Oto nasze propozycje:

.

12. Wodospady Epupa

.

Warto dotrzeć pod samą granicę z Angolą, żeby zobaczyć na żywo tego niesamowite wodospady na rzece Kuene. Jest tu całkowicie dziko – żadnych barierek czy platform przygotowanych pod turystów. W jednym miejscu trzeba przejść przez kłodę, później przeskoczyć przez kilka kamieni, a żeby zrobić fajne zdjęcia – stanąć na wystającej skale, kilkadziesiąt metrów nad opadającymi strugami wody,  z duszą na ramieniu ;). Warto tu być o wschodzie i o zachodzie słońca – ciepłe światło jeszcze mocniej podkreśla urok tego miejsca (ciężko się wstaje, ale wodospady leżą całkiem blisko pola namiotowego).

.

epupa fallsepupa fallsepupa fallsepupa falls .

Sam camping jest świetnie położony (tutaj można zarezerwować miejsce). Przy rzece wybudowana jest ogromna platforma widokowa, z której można przyglądać się temu co się w wodzie dzieje do późnych godzin nocnych. Namioty rozbiliśmy przy samym brzegu (każde miejsce jest wyposażone w grilla i umywalkę) – do snu bujał więc nas wyraźny szum ;). Łazienki są tu mało kameralne, ale kto by się tym przejmował w takim miejscu^^.

*Niestety są plany wybudowania zapory na rzece Kuene. Jeśli dojdą do skutku – to cudowne miejsce przestanie istnieć :(. Spieszcie się, póki jest co oglądać.

.

11. Wioska plemienia Himba

.

Będąc w okolicy Epupa Falls – nie można pominąć wizyty w jednej z wiosek plemienia Himba. Ich charakterystyczną cechą są włosy i brunatno – czerwony makijaż na całym ciele. Szczególnie specyficzne mają włosy. Warkocze ukryte są w twardej skorupie (także z zrobionej z czerwono – brunatnej substancji), zaplecione zgodnie z aktualnym statusem. I tak dziewczynki mają nimi zasłonięte twarze, kobiety gotowe do wyjścia za mąż – zaplatają lub wiążą włosy z tyłu głowy, fryzury mężatek zdobi skórzana embra (coś w rodzaju zagiętego rogu), którą z kolei zrzucają wdowy – na znak żałoby. Żonaci mężczyźni z kolei noszą na głowach turbany z owczej skóry, a wcześniej warkocz (pojedynczy, a później podwójny). Himba hodują głównie kozy i bydło i prowadzą koczowniczy tryb życia, co widać po samych zabudowaniach. Mają bardzo skromny jadłospis, którego podstawą jest mleko.

.

HimbaHimbaHimba Himba Himba

.

Będąc w wiosce można zauważyć, jak małe dzieci pomagają przy zaganianiu bydła do zagrody, a nieco starsze opiekują się maluszkami lub pomagają przy dojeniu. Mimo, że w takich warunkach dzieci bardzo szybko muszą się usamodzielnić – widać, że potrafią się dobrze bawić nawet wykonując swoje obowiązki.

.

HimbaHimbaHimba

.

Do wioski wybraliśmy się z jednym z mężczyzn Himba, którego poznaliśmy na campingu przy Epupa Falls. Znał dosyć dobrze angielski i pomógł w kontaktach z mieszkańcami. Pojechaliśmy do marketu i zrobiliśmy zakupy podstawowych rzeczy – duże worki ryżu, mąki, warzyw, słodyczy dla dzieci i kilku podstawowych produktów. Nie było to żadne miejsce „pod turystów” i naprawdę miło zostaliśmy przyjęci, a kobiety, które były w wiosce ogromnie ucieszyły się ze wszystkich prezentów. Rozładowały zapasy do składzika i po prostu pozwoliły poobserwować życie wioski, bez żadnego robienia „show” pod nas. Poza jedzeniem i drobiazgami dla dzieci nie zostawialiśmy w wiosce żadnych pieniędzy – opłaciliśmy jednak naszego przewodnika, którego pomoc okazała się bezcenna.

.

10. Rostock

.

Warto przeznaczyć co najmniej 1 dzień (i nocleg) na to miejsce, o którym nie pisze się zbyt wiele w przewodnikach czy Internecie. Ten obszar (ponad 12 hektarów), dawniej nazywany Górami Rotstock (od czerwonych skał gnejsowych) idealnie nadaje na pobycie sam na sam z przyrodą. Z campingu, który wybraliśmy, rozpościera się niesamowity widok na góry. Można się tu poruszać pieszo – co dostarcza naprawdę niezłych wrażeń. Przewidziano kilka szlaków pieszych – od krótkich (ok. 1 godzina) – po całodniowe (np. prowadzący przez góry i jaskinie z obrazami buszmenów). My wytyczyliśmy własny ;). Wychodząc z pola namiotowego udaliśmy się w stronę gór, a kiedy na horyzoncie zobaczyliśmy górskie zebry (różnią się układem pasów od tych, które widzieliśmy m.in. w Etoshy) – zaczęliśmy się do nich zakradać, próbując je sfotografować. Nie chciały jednak na nas poczekać, za to góry stały nieruchomo i idealnie nadawały się na pożegnanie cudownego dnia. Z najwyższego punktu jednej z nich widoki na „dobranoc” otwierały oczy szeroko.

Sam camping już jest wyjątkowy (więcej o nim możecie przeczytać tutaj). Prysznic z widokiem na góry, grill, kominek i ogromna, otwarta przestrzeń. Luksusów nie ma, ale nie ma też ludzi. Są za to zebry, antylopy, bywają strusie i oryksy. W okolicy warto się zmęczyć na skałach Twyfelfontein – docierając do bardzo starych rysunków, które rozbudzają wyobraźnię.

 .
rostockRostockrostockRostock Rostockrostock
.
 

9. Walvis Bay

.

Kiedy przyjechaliśmy do Walvis Bay, mieliśmy wrażenie, że właśnie przenieśliśmy się na inny kontynent  (może gdzieś na Florydę?) ;). Bardzo nowoczesne miasto, pełne zabudowań, które kojarzyły się bardziej z amerykańskimi przedmieściami niż z Afryką. Zadbane ogródki z pięknymi trawnikami, sporo przeszkleń i białych domków ładnie ogrodzonych. Liczne mosty, restauracje na palach i promenady tworzą iście wakacyjny klimat – nas jednak najbardziej interesowały różowe flamingi, których tu nie brakuje ;). Jeszcze zanim wjechaliśmy do miasta, przy drodze łączącej Swakopmund z Walvis Bay, natknęliśmy się na ogromne ich stada. Przemieszczały się między licznymi rozlewiskami, które rozdzielały piaszczyste wydmy. Chcieliśmy zatrzymać się tu na „kilka zdjęć”, a spędziliśmy kilka godzin ;).

Kolejne stada można spotkać w samym Walvis, przy nabrzeżu. Dużo łatwiej je tu fotografować i zbliżyć się do nich – bo są bardziej przyzwyczajone do obecności ludzi.

Blisko hotelu, w którym się zatrzymaliśmy – znaleźliśmy świetną, klimatyczną restaurację (z owocami morza, ale nie tylko). Wchodzi się do niej po drewnianym pomoście, a cała konstrukcja opiera się na wysokich palach (The Raft). Zajrzyjcie koniecznie! Idealne miejsce na kolację, po ciężkim dniu.

.

walvis bay walvis baywalvis bay

.

8. Opuwo

.

Kiedy szukaliśmy czegoś na jednodniowy relaks, po kilku dniach spędzonych w pyle i pustynnych piaskach – trafiliśmy na wyjątkowo malowniczo położoną lodge (Opuwo Country Lodge). W takich miejscach, po sezonie, jest często pusto i taniej. Małe domki usytuowane sa na wzgórzu, a sam basen (ale mieliśmy miny, kiedy zobaczyliśmy, że jest tu basen!) – wkomponowany w jego zbocze. Widoki na północny zachód zapierają dech w piersiach, zwłaszcze kiedy słońce znika za górami i doliny powoli zmieniają swoje barwy – panorama 10/10! Lepiej trafić nie mogliśmy i ciężko nam było sobie wyobrazić, że kolejne noce spędzimy w namiocie :).

.

opuwo namibiaOpuwo Opuwo Opuwo

.

Spacerując ulicami niewielkiego miasteczka Opuwo (jakieś 15 000 mieszkańców) mocno rzucają się w oczy panujące tu kontrasty. Weszliśmy do całkiem nowoczesnego marketu, nie różniącego się specjalnie od tych, w których robimy zakupy na co dzień. Między półkami zauważyliśmy wielu „europejsko” ubranych klientów, a kilka metrów dalej – skąpo ubrane kobiety Himba (nagi biust, krótka spódniczka z koziej skóry, naszyjniki) z wózkiem pełnym zakupów. Nie zwracało to niczyjej uwagi ;). Na ulicach obok zadbanych samochodów jeżdżą wozy zaprzęgnięte w osły, przy domach „z patyków” stoją te ceglane. Przy sklepie gaworzą kobiety Herrero (ich nakrycie głowy przypomina krowie rogi), w obfitych sukniach, a przez ulicę przebiega dziewczyna Himba, z „glinianymi warkoczami” i słuchawkami na uszach. Widać tu jak na dłoni zderzenie tradycji z nowoczesnością.

.

Opuwo

.

7. Waterberg

.

Kiedy dotarliśmy pod ten ogromny płaskowyż – pogoda nie specjalnie nam sprzyjała. Lał deszcz i wszystko było jakieś takie szaro – bure (poza zielenią bijącą z roślin). Mało letnia aura nie była jednak w stanie zepsuć pierwszego wrażenia. Nad naszymi głowami wznosiły się pionowe, dwustumetrowe skały piaskowca (najwyższy punkt znajduje się na wysokości 1800 m n.p.m.). Spektakularny widok! Na szczyt można się dostać pieszo, ale lokalna mapa jest tak mało precyzyjna jak tylko może być. Jest też opcja wjechania autem, po wykupieniu takiej wycieczki w biurze parku – nie wiemy jednak jakie pory dnia wchodzą w grę.

Ze względu na lokalizację – zdecydowaliśmy się na wynajęcie tutaj niewielkiego domku. Był to strzał w dziesiątkę! Na dzień dobry przywitała nas rodzinka guźców – pewnie były przyzwyczajone do obecności ludzi, ale trzymaliśmy się na dystans. W samym parku można natknąć się na różne zwierzęta, ale jest tu przede wszystkim wiele kolorowych ptaków – około 200 gatunków, w tym unikalne Papugi Ruppella (mieliśmy szczęście je spotkać i fotografować!). Każdy dłuższy spacer kończył się spotkaniem z kolejnymi zwierzakami. Nawet przy basenie zamiast wygrzewających się na leżakach ludzi – spotkaliśmy szympansa ;).

Niektórzy turyści Waterberg traktują jako miejsce „po drodze” – my żałowaliśmy, że spędziliśmy tu tylko dwie noce :(.

.

waterberg waterberg waterberg waterbergWaterberg waterberg

 

6. Południe pustyni Kalahari

.

Można tu dotrzeć w niecałe trzy godziny drogi ze stolicy Namibii – Windhoek. Południe tej ogromnej pustyni porasta półpustynna i pustynna roślinność. Na pierwszy jednak rzut oka ciężko stwierdzić, że ma się do czynienia z pustynią – bardziej sawanną :). Jednak charakterystyczne wydmy czerwonego piasku mówią same za siebie. Trzeba by spędzić wiele miesięcy na odkrywaniu różnych jej zakamarków, ale stworzone na jej terenie parki narodowe dają szansę poczuć jej klimat. Nam go zdecydowanie nie brakowało :). Pomimo końca pory deszczowej – trafiliśmy na piękną pogodę. Zamieszkaliśmy w drewnianym domu na palach, ulokowanym na piaszczystym zboczu. Za dnia było piekielnie gorąco, ale nie mogliśmy się powstrzymać od długich marszy wśród wysuszonych traw. Nie spodziewaliśmy się tu tylu zwierząt! Strusie przed wschodem słońca wystawiały głowy z zarośli, antylopy towarzyszyły nam w spacerach, gepardy przyglądały groźnie z oddali, a od surykatek ciężko się było odpędzić ;).

.

surykatki kalahari kalaharistrusie

.

5. Rezerwat Przylądka Krzyża

.

Cape Cross słynie przede wszystkim z kolonii uchatek karłowatych i to one przycigają wielu turystów, przyrodników i fotografów. Tysiące uchatek zapełnia ogromne przestrzenie przy linii brzegowej tak gęsto, że ledwo miejscami piasek widać. Nas też przygnały tu te cudowne zwierzęta, które na zdjęcia wyglądały tak słodko, że chciało by się je pogłaskać. Kiedy jednak wysiedliśmy z auta okazało się, że to najbardziej śmierdzące miejsce, jakie mieliśmy kiedykolwiek okazję odwiedzić ;). Rozkładające się ryby i odchody są dobrym testem na wytrzymałość każego, kto tu dociera. W dodatku można się tu poczuć jak na górskim pastwisku – uchatki wydają z siebie odgłosy przypominające beczenie owiec. Jeśli się to pomnoży przez wiele tysięcy sztuk… 😉 Nie ma co jednak mówić – widok tysięcy sztuk kotików robi ogromne wrażenie. Chętni mogą popływać wśród nich kajakami, wraz z doświadczonym przewodnikiem.

.

cape cross Cape Cross Cape Cross Cape CrossCape CrossCape Cross

.

4. Pustynia Namib

.

Najstarsza pustynia świata! Oznacza „olbrzymią”, a w innym tłumaczeniu „tam, gdzie nic nie ma”. Tu jednak znajduje się najwyższa piaskowa wydma na świecie – Dune 7 (ponad 340m wysokości), tu także żyje wiele endemicznych gatunków roślin i zwierząt, a piasek przybiera odcienie od żółtego do ciemnoczerwonego, tworząc spektakularne formacje (najpiękniejsze w rejonie Sossusvlei). Po wydmach nie chodzi się łatwo i wnosząc na nie ciężki sprzęt foto można stracić parę litrów wody. Najciekawsze z nich to Elim Dune (dobra na zachody słońca) i Dune 45 (na wschody).

Najlepszym miejscem na nocleg w tej części Namibii będzie camping Sesriem. To ogromne pole namiotowe jest naprawdę nieźle wyposażone (jest nawet basen!). Przyjemnie tu w nocy posiedzieć przy ognisku, wsłuchując się w otaczające odgłosy, a później wyjąć aparat i fotografować spektakularną drogę mleczną. Kiedy weszliśmy do namiotów – resztki kolacji próbowały szukać szakale, krążąc po całym terenie.

Po drodze warto „rzucić okiem” na kanion Sesriem, jednak w ciągu dnia jest tu piekielnie gorąco ;).

.

namibnamib namib namib

.

3. Park Narodowy Etosha

.

To naprawdę kawał parku! Ze swoją powierzchnią 22270 km² jest jednym z największych parków narodowych na świecie (wielkością można porównać go do Holandii). Ma to oczywiście swoje zalety i wady. Ogromnym plusem jest przestrzeń, której tu nie brakuje. Można jeździć cały dzień i nie mijać się z nikim innym. Park jest bardzo zróżnicowany krajobrazowo  i na różnych jego obszarach można się spodziewać czegoś innego (inne zwierzęta, widoki, rośliny…).  Jednak przez swoją wielkość zwierzęta często są tak rozproszone, że ciężko na nie trafić ;). Nie jest to mały, ogrodzony rezerwat, w którym wiele gatunków żyje blisko siebie. Czasami trzeba się naprawdę najeździć, żeby spotkać jakiegoś ciekawszego ptaka czy ssaka. Żeby zobaczyć jak najwięcej – konieczne jest nocowanie także na różnych campingach, bo odległości są naprawdę ogromne (my spaliśmy w Okaukuejo, a później w Olifantsrus). Zdecydowanie warto tu uzbroić się w cierpliwość i poświęcić na Etoshę przynajmniej 2-3 dni.

.

etoshaEtoshaEtosha Etosha zebry

.

2. Deadvlei

.

Deadvlei zrobiło na nas tak ogromne wrażenie, że poświęciliśmy mu osobny tekst (do poczytania tutaj). Ta niezwykła dolina, ukryta między wydmami Sossusvlei, od przeszło 900 lat jest pozbawiona wody. Wyschnięte drzewa akacji wyglądają jak rzeźby, na tle piaskowych gigantów. Warto być tuż przed wschodem słońca, żeby na własne oczy zaobserwować jak krajobraz zmienia się z minuty na minutę. Szarości zaczynają przechodzić w ciepłe, pomarańczowe tony, a cienie rzucane na drzewa tworzą na popękanym gruncie prawdziwy spektakl wizualny.

.

deadvleideadvleideadvlei deadvlei deadvlei

.

Na skraju doliny wyrasta ogromna wydma – zwana Big Daddy. Ma 388 metrów wysokości i wdrapanie się na nią, które zajmuje około 2 godzin, dla mniej zaawansowanych trekkerów jest jak walka o życie ;). Na szczęście większość wybiera właśnie ją na wschód słońca, dzięki czemu jej podnóże o tej porze jest bezludne. Sam widok na te „piaskowe potwory” wyrywa z sandałów…!

.

deadvleideadvlei deadvlei

.

1. Spitzkoppe

.

To zdecydowanie najpiękniejsze miejsce, do jakiego dotarliśmy w Namibii (mnóstwo zdjęć i duży artykuł znajdziecie tutaj).  Zdecydowanie nie można go pominąć! To raj dla trekkerów, wspinaczy, fotografów przyrodniczych, ale przede wszystkim dla każdego kochającego piękno! Tych krajobrazów nie da się porównać z żadnym innym miejscem na Ziemi i choć Spitzkoppe (nazywana „Materhornem Namibii”)  najwyższym szczytem tego kraju nie jest – za to zdecydowanie najpopularniejszym . Położenie, kształty i niezwykle malownicza okolica, w samym sercu sawanny – przyciąga wielu pasjonatów obcowania z dziką przyrodą. Stanowiska campingowe oddalone są od siebie tak bardzo, że ma się tu wrażenie bycia absolutnie samemu na ogromnym, pustynnym obszarze! Nie docierają tu światła miasta, nie słychać szumu dróg – tylko odgłosy zwierząt i wiatru. W bezchmurną noc widać wszystkie gwiazdy jak na dłoni. Zakochaliśmy się w tym miejscu!

.

spitzkoppe spitzkoppe spitzkoppespitzkoppe

.

I jak ? Wpisaliście już Namibię na listę miejsc do zobaczenia? 🙂

Może Ci się także spodobać

18 komentarzy

Ola | Chasing Colors 26 stycznia 2018 at 11:03

Odleciałam w świat marzeń. Wasze ujęcia zwierząt sprawiają, że zbieram szczękę z podłogi jak zwykle.

Reply
Dyrdymała 26 stycznia 2018 at 11:14

Ola – dobrze wiedzieć, że nie jestem sama :)!

Reply
devil 26 stycznia 2018 at 15:34

;* Dzisiaj będziemy łazić z czerwonymi buziami ;). I to nie od gorączki!

Reply
devil 26 stycznia 2018 at 15:34

Były grzeczna i pięknie pozowały ;)). Dziękujemy Kochana ;*. Udało się w tej Namibii zrobić kilka zdjęć, ale ciężko tam nie zrobić… z drugiej strony!

Reply
Dyrdymała 26 stycznia 2018 at 11:13

O jaaaaaaaaaa, chyba oficjalnie zostałam fanką Waszych wpisów – czuję się prawie tak jakbym tam była, a to przecież tylko podróż palcem po mapie. Namibia nawet na zdjęciach robi PIEKIELNE/PIORUNUJĄCE (niepotrzebne skreślić… albo nie: zostawić oba) wrażenie. W rzeczywistości chyba padłabym na zawał :D!

Pomijając fakt, że uwielbiam cudowne krajobrazy, a takich tam nie brakuje – muszę przyznać, że ta wioska, o której pisałaś na początku – łał. Często oglądałam „Kobietę na krańcu świata” i patrząc na niektóre reportaże – myślałam sobie: „kurcze, fajnie by było pewnego dnia pojechać do jakiejś wioski hen daleko od Polski i poobserwować jak tam się żyje”. Pewnie fajne doświadczenie, co?. Swoją drogą – super gest z Waszej strony z tymi zakupami 🙂 To lubię!

Reply
devil 26 stycznia 2018 at 18:34

Do telewizyjnych produkcji to nam lata świetlne, ale jak miło się dowiedzieć, że nie tworzymy w eter ;). Ten tekst kosztował naprawdę mnóstwo pracy, Z tymi zakupami to największą radością były miny ludzi w wiosce. Widać było, że naprawdę potrzebowali tych produktów, a niektóre na chwilę starczą. Kiedyś jednak nie do końca trafiliśmy z tym co przywieźliśmy – a dokładnie… kupiliśmy za mało. Przypłynęliśmy do jednej z kenijskich wiosek z workiem gumowych butów (a’la crocsy) i starczyło dla połowy dzieci :/. Większość jednak biegała po kamieniach na boso, więc chociaż część stópek miała większy komfort. Mam nadzieję, że kiedyś dotrzesz w te strony, bo na pewno docenisz ich urok;*.

Reply
wktorastrone.pl 26 stycznia 2018 at 15:08

I ja zbieram szczękę z podłogi!!! FENOMENALNE KADRY! Jeśli mogę zapytać – jakim sprzętem robicie foty i w jakim miesiącu byliście w Namibii? I oczywiście wpisuję ten kraj wysoko na naszej bucket list 😉 Zapraszam i do nas w wolnej chwili 😉

Reply
devil 26 stycznia 2018 at 18:38

Ojej – naprawdę? Byliśmy tam w kwietniu – dosyć ryzykowny moment, bo kończyła się właśnie pora deszczowa, co można było odczuć w niektórych miejscach. Optymalny był by maj albo czerwiec, ale wtedy zdecydowanie więcej ludzi. Zabraliśmy ze sobą 3 aparaty: nikona d750, d7200 i d7100. Do tego mnóstwo szkieł, w tym długie nikon 200-500, sigma 150-600, nikon 70-200 f4 i f2,8 + szerokie kąty, 50tki i makro ;). Pozdrawiamy ciepło i życzymy udanych wojaży!

Reply
(nie)obiektywna 26 stycznia 2018 at 19:55

Fantastyczny wpis! Czytałam i oglądałam zdjęcia, a w między czasie zbierałam szczękę z kolan, Coś niesamowitego! Zobaczyć takie miejsce na własne oczy to jest jednak przeżycie. Zdecydowanie wpisuję na swoją listę must see! A! Surykatki są eeekstra 😀

Reply
devil 29 stycznia 2018 at 13:54

Spąsowiałam ;), ale poważnie to naprawdę – sami nie spodziewaliśmy się, że tam jest aż tak pięknie! Jeśli kiedyś się tam wybierzesz – nigdy nie zapomnisz o tym miejscu, a te widoki będą Ci głęboko siedzieć w głowie. Na 100% :)).

Reply
Ourlittlebigadventures 28 stycznia 2018 at 19:39

Zakochać się można w Wasych zdjęciach Cudowna relacja!

Reply
devil 29 stycznia 2018 at 13:55

U Was też zawsze tyle rajskich cudów, że nic tylko poszukać jakiejś cudownej wysepki i tam zamieszkać :). Dzięki bardzo ;*.

Reply
Karolina 28 stycznia 2018 at 19:52

WOW! Świetny wpis, piękne zdjęcia i niesamowity kraj! Czytałam i oglądałam zdjęcia z otwartą buzią. Wybaczcie, ale Namibię miałam już wcześniej na liście marzeń 😛 Ale Wasz wpis mnie potwornie nakręcił. Urzekło mnie zdjęcie stada zebr – GENIALNE! <3 Ale surykatka dająca buziaka wygrywa internety! 😀 🙂 😀

Reply
devil 29 stycznia 2018 at 16:56

Przez tą surykatkę to nie chcę tam wracać – a co jeśli mi chłopa odbije? ;p Piękna jest Namibia. 10 lat za nią lataliśmy – albo nie było lotów, albo jakoś nie po drodze. Kiedy pokonaliśmy pierwsze kilometry – serca waliły nam jak oszalałe. Będziesz zachwycona kiedy tam dotrzesz!

Reply
Jola 29 stycznia 2018 at 08:14

Profesjonalne zdjęcia..jestem pełna podziwu. Jeszcze tam nie byłam. Dzięki za felieton

Reply
devil 29 stycznia 2018 at 16:57

Polecamy gorąco – piękny i dostępny (wbrew pozorom) kraj, cudowni ludzi, a krajobrazy i zwierzęta jak widać ;). Ciężko wrócić niezadowolonym!

Reply
Rafał Rafał 2 lutego 2018 at 22:23

od jakiegoś czasu czytam i oglądam Wasze fotorelacje i jak dla mnie mistrzostwo świata …serio …prawdopodobnie najlepsze zdjęcia jakie moje oczy mogły ujrzeć …Wasze fotki jak żadne inne wywołują u mnie jakies dziwne”emocje” i powodują że znów chce się pakowac i …jechać w swiat ….a np. te . z Panamy goszczą u mnie na pulpicie laptopa ..i tylko zmieniam 🙂 … a teraz ta Namibia hmmm.. już jest w planach ,ja sam nie mam pojęcia o fotografii ale może się zaraże
serdecznie dziekuje

Reply
devil 3 lutego 2018 at 12:32

Ale radochę i motywację do pracy dają takie słowa :)). Cały czas pracujemy nad warsztatem i mnóstwo treści czeka w szufladzie, bo albo się jeździ, albo się pisze ;)). Jednak kiedy widzimy, że to co robimy jest po coś, to aż serce wali z radochy. Ogromne dzięki! Startujemy właśnie do Birmy – niestety bez komputera i przez te tygodnie będzie można nas pooglądać i poczytać głównie tutaj: http://bit.ly/2nzSBdh. Pozdrawiamy i powodzenia z Namibią!

Reply

Zostaw komentarz