Home GIRLS CORNER Kompaktowe pędzle podróżne DIY

Kompaktowe pędzle podróżne DIY

Autor devil
pędzle hakuro

Ten tekst, myślę, że panów raczej mniej zainteresuje (chyba, że zaglądają tu jacyś wizażyści ? – przyznajcie się bez bicia^^). Może, któregoś razu Smok naskrobie coś mocno ociekającego testosteronem. Tym razem jednak coś dla pań (dziewczyn), bo bankowo nie ja jedna, co wyjazd, mam problem z pakowaniem kosmetyczki. Nie jednak tej z mydłem i szamponem – tu specjalnie filozofii nie ma, chociaż przydają się różne sprawdzone sztuczki. Opowiem nieco więcej o zawartości kosmetyczki kolorowej, a dokładnie o jej „włochatym” wyposażeniu (a co… – nawet na końcu świata fajnie czasami zaszaleć z wyglądem).

 

GDZIE TO WSZYSTKO UPCHAĆ

 

Każdy makijażowy sprzęt coś waży i zajmuje kawałek przestrzeni. O ile jadąc w jedno miejsce, z wielką walizą, dopakowanie do niej kosmetyczki z paroma mazidłami – nie robi wielkiej różnicy, to zdecydowanie większym wyzwaniem są wyjazdy plecakowe i te z samym bagażem podręcznym. Dawniej więc, zabierałam na takie wyjazdy jeden cień w kremie, do roztarcia palcem i tyle (takie cienie zdarzają się w wersjach odpornych na wszystko, więc to całkiem niezły pomysł). Czasami jednak lubię bardziej zaszaleć  więc moja obecna mikro – paletka ma całe 4 odcienie brązów i beżów.  W zależności od okoliczności – można coś z nich wyczarować. Żeby jednak taka zabawa nie wyglądała jak rozlane akwarele, fajnie mieć przynajmniej minimum sprzętów.

Przejrzałam więc (prawie) wszystkie podróżne zestawy pędzli, dostępne na rynku i moim, zupełnie niefachowym okiem, te dostępne są i owszem – małe, ale na tym kończą się ich zalety. W moim odczuciu, są zupełne nieprzemyślane. Jedyne zastosowanie odnalazłam w nich dla największego pędzla do pudru sypkiego (ale po co on, skoro tyle dobrych typu „kabuki” na rynku) i (w niektórych) dla tego klasycznego, do nakładania cieni. Nie pozostało więc nic innego, jak zabawić się w stolarza i manikiurzystkę w jednym^^ i stworzyć sobie pędzelki, na miarę moich potrzeb ;).

 

ZMIEŃ SWOJE ULUBIONE PĘDZLE W WERSJĘ „MINI”

 

Do pełni szczęścia (tego makijażowego rzecz jasna), z dala od domu, potrzebuję czterech pędzli:

  • szerokiego i puchatego – do pudru sypkiego i bronzera,
  • płaskiego, lekko zaokrąglonego – do nakładania i lekkiego rozcierania cienia na górnej powiece,
  • z miękką, zaokrągloną końcówką – do rozcierania cieni,
  • mniejszego, bardziej precyzyjnego, z zaokrągloną końcówką – do aplikacji cieni w kąciku oka, załamaniu powieki i na dolnej powiece.

Ten pierwszy zastąpił bardzo miły w dotyku i skuteczny pędzel „kabuki” (na rynku jest w czym wybierać – ja postawiłam na wersję w miarę  budżetową – ok. 39 PLN, z lekkim, plastikowym trzonkiem). Pozostałe trzy – czekała niestety operacja.

Do „zabiegu” skracania trzonków, wybrałam więc takie oto egzemplarze (wykorzystaj jednak te, które  Tobie służą najlepiej – o to w tym chodzi):

.

pedzelkipędzle hakuro

.

Założenie było takie – ma być „pełna profeska” w absolutnie minimalnym gabarycie, więc kilkukrotnie testowałam miejsce chwytu, coby dobrze wymierzyć miejsce cięcia. Zaznaczyłam je miękką, jasną kredką:

pędzle hakuro

Tak oznakowane pędzle trafiły pod ostrze wyrzynarki. Zależało mi na szybkim i precyzyjnym cięciu, więc to była dobra decyzja, ale jeśli takiego sprzętu w domu nie posiadasz – użyj piłki ręcznej (lub wybadaj, który ze znajomych może pomóc w tej nietypowej operacji^^). No to tniemy:

pędzle hakuro

Trzeba im przyznać, że straciły nieco na wyglądzie, w dodatku jest spora szansa, że praca z nimi przysporzy palcom ranek albo drzazg. Warto je więc nieco wygładzić.

Tutaj mamy kilka opcji – szlifierka (każda z nas przechowuje bankowo taką, obok prostownicy do włosów^^), papier ścierny o małej ziarnistości albo po prostu dobry pilnik do paznokci.

Ja największą robotę wykonałam szlifierką, a ostatnie szlify – najzwyklejszym pilnikiem.

pędzle hakuropędzle hakuro

Tak przygotowane końcówki pędzli należy odtłuścić (wykorzystałam cleaner do hybryd) i pomalować. Pomyślałam sobie, że idealnie do tego nada się lakier hybrydowy, utwardzany pod lampą UV (najpierw baza, później czarny lakier, na końcu top):

semilacsemilac

A tak prezentują się wszystkie trzy, z pomalowanymi końcówkami. Nie wyglądają źle ;). Są maluteńkie i prawie nic nie ważą. Spokojnie można je upchać do najmniejszej kosmetyczki:

pędzle podróżne

Na koniec  – cały mój podróżny komplet… Jest szansa, że jego wykorzystanie pozwoli uratować niejedno zdjęcie, a kiedy zabraknie czasu i chęci na pędzelkową zabawę – standardowo pozostaną moje ulubione, ciemne lustrzane okulary ;).

zestaw pędzli podróżnych

 

Dajcie znać, jeśli którejś z Was przydał się lub przyda ten tutorial. Mocno ciekawi mnie, czy tylko ja miałam potrzebę posiadania takich puchatych maluchów (ostatnimi czasy coraz bardziej odchudzam swój bagaż – są w nim jednak rzeczy, których wolałabym nie wyrzucać, a zwyczajnie – pomniejszyć 😉 ).  Zobaczymy co przyjdzie mi do głowy, przed kolejnym „wielkim” pakowaniem^^.

 


Jeśli podobał Ci się ten tekst – będzie nam piekielnie miło, jeśli podzielisz się nim ze swoimi znajomymi.

Zajrzyj także do nas na facebooku – tu się dużo dzieje praktycznie codziennie.

 

 

Zostaw komentarz