Home Europa Aveiro – magiczna „Wenecja” na północnym wybrzeżu Portugalii

Aveiro – magiczna „Wenecja” na północnym wybrzeżu Portugalii

Autor devil
Aveiro
Pamiętasz gromadkę dzieci, które w „Opowieściach z Narnii”, odkryły przypadkiem magiczną krainę, do której prowadziła stara szafa? Podobne miny miała nasza trójka,  kiedy dotarliśmy do Aveiro – miejsca, spoza planu naszej kilkudniowej podróży po Portugalii, do którego trafiliśmy za sprawą… noclegu w wiejskim hoteliku, w okolicy.

.

aveiro

.

Pędziliśmy w te strony prawie 300 km z Lizbony, nakręceni perspektywą zwiedzenia unikatowego miasta z zabudowaniami w pasiaste wzory – Costa Novy. Problem w tym, że do znalezienia noclegu zabieraliśmy się jak dziecko do szpinaku i obudziliśmy się z całkiem słabymi ofertami (baaaardzo drogie pokoje lub baaaaardzo beznadziejne nie wiadomo co). Na mapie jednak zwrócił naszą uwagę mały punkcik w okolicy (kilkanaście km od Costa Novy), a że byliśmy samochodem – co będziemy wybrzydzać. Tak właśnie trafiliśmy do miasta,  po którym nie mogliśmy przestać chodzić, zaglądać w kolejne zakamarki i dziwić się – skąd do diabła tu te kolorowe gondole, gondolierzy i tyle giętych pomostów. Nigdzie indziej nie jedliśmy tak pysznych kalmarów, nie piliśmy taj wyjątkowego wina, a przy spacerze nie towarzyszyły nam… sardynki ;).  Tak właśnie zapamiętaliśmy Aveiro…

.

.

5 RZECZY, KTÓRE SPRAWIĄ, ŻE ZAKOCHASZ SIĘ W AVEIRO

.

  1. Ria de Averio – spacer  po „Wenecji” w portugalskim wydaniu

    Trafiając tutaj, przez moment możesz poczuć konieczność sięgnięcia po GPS, żeby się upewnić, gdzie tak naprawdę jesteś. Kolorowe moliceiros – jak weneckie gondole pływają po kanałach, pod malowniczymi pomostami, z „gondolierami opowiadającymi o historii miasta (śpiewów nie słyszeliśmy 😉 ). Kolorowe budynki nad brzegiem rzeki, barwnie zdobione i liczne kawiarenki – łączą się z całą kompozycją jak na obrazku. A do tego jest tu bardzo spokojnie. Idealne miejsce na spacer w słoneczny dzień (najlepiej poza sezonem). Jest gdzie odpocząć, zjeść i zużyć trochę migawki aparatu ;). Możesz także skusić się na rejs długą łodzią (kosztuje ok. 9 euro i trwa 30 min.) lub zjeść pyszne lody, obserwując, jak „gondolierzy” manewrują swoimi łodziami w wąskich kanałach, kiedy w tym samym czasie ich pasażerowie kręcą głowami jak modliszki – wyłapując z poziomu rzeki co lepsze widoki ;).  Niewątpliwie Ria de Aveiro to jedna z największych atrakcji miasta – nie tylko ze względu na tradycyjne łodzie w fantazyjne wzory. Jest tu zwyczajnie piekielnie ładnie ;).

    .

    aveiro aveiro.

  2. Budynki wyłożone płytkami ceramicznymi „azulejos”

    Jeden z pierwszych elementów, w tutejszej architekturze, na który nie sposób nie zwrócić uwagi – to domy całe wyłożone „kafelkami”. Niektóre potrafią naprawdę zadziwić kompozycjami jak z obrazu (pełne scen historycznych, religijnych, misternych wzorków). Te kwadratowe płytki ceramiczne, pokryte błyszczącym szkliwem, w centrum Aveiro zdobią praktycznie „co drugi” budynek. Od niektórych, misternie wykonanych dekoracji, nie można oderwać oka (i obiektywu). Trzeba przyznać, że poza walorami artystycznymi – całkiem trwała musi być taka elewacja (nasza po 4rech latach wymaga już malowania 😉 ).

    .

  3. Malowniczy rynek i wąskie uliczki „z klimatem”

    Jak przystało na porządne portugalskie miasteczko – w Aveiro aż roi się od klimatycznych zaułków, kolorowych zabudowań i… nie zabrakło tu także niebrzydkiego rynku. Bez wygodnych butów zrobisz tu sobie z pewnością krzywdę, bo każda wąska uliczka aż woła, żeby się nią przejść, a kolorowe budynki – żeby na nie patrzeć i zatrzymywać ich piękno na fotografiach. Wchodzisz w jedną z ulic – jak przez labirynt przemierzasz nie wiedząc kiedy kolejnych dziesięć. Dobra rada – zaglądaj co kryje się za wielkimi bramami. Tam często kryją się prawdziwe skarby!

    .

    .

  4. Obiad/ kolacja w malutkiej i niedrogiej restauracji „A Bateria”

    To jedno z naszych najciekawszych odkryć, z całego wyjazdu do Portugalii. Mała restauracyjka, w narożnym budynku – z elewacją z azulejos. Kiedy przechodziliśmy obok – naszą uwagę przykuł kucharz stojący w drzwiach. Uśmiechał się szeroko i chętnie pozował do zdjęć. Byliśmy głodni, a miejsce wyglądało bardzo „nieturystycznie”, więc dlaczego właściwie by tu nie zajrzeć?

    Po raz pierwszy okazało się, że nikt tu nie mówi po angielsku, ani słowa (co było dla nas lekko zadziwiające, po tym, jak w zasadzie wszędzie można tu było się w tym języku porozumieć). Menu wypisane odręcznie na kartce, stary telewizor, ceraty na stole i kilku klientów „z okolicy”. Restaurację obsługiwało dwóch panów, którzy co chwile zaglądali do nas (zwłaszcza do Kai – pomagając jej kroić ziemniaczki, uśmiechając się i rozbawiając ją do łez). Dostaliśmy karafkę domowego wina z wyciśniętym z sokiem z  cytryny i nasze zamówione jedzenie: sardynki, kalmary i owoce morze z ryżem. Jaaakie to było dobre wszystko. Kaja (nazywająca siebie przez cały wyjazd „królową sardynek”) – zjadła swoje „podopieczne”w mgnieniu oka, a my nie mogliśmy się nasycić naszymi przysmakami (i do tego to wino… mmm). Żeby było zabawne, to był najtańszy obiad, zjedzony w trakcie całej podróży. Panowie uścisnęli nam dłonie, kiedy wychodziliśmy, uściskali Kaję i życzyli miłego wieczoru :). Niepozorne i wyjątkowe miejsce – zajrzyj tu koniecznie! (Niestety – byliśmy tak głodni, że jak tylko zamówione jedzenie trafiło na stół – nawet nie myśleliśmy o robieniu zdjęć, tylko od razu zabraliśmy się za pałaszowanie^^.)

    .

    .

  5. Miasto nocą

    Na koniec, wybierz się na nocny spacer uliczkami miasta… Tak „bez celu”. To idealny pomysł zwłaszcza na wiosenno/ letni wieczór. Kiedy latarnie, lampiony i inne światła, zaczynają powoli przegryzać się przez ciemność – kolorowe kamieniczki, wąskie zaułki i liczne pomosty, aż wołają żeby przy nich iść. Jest też chłodniej niż za dnia, co z pewności docenisz, kiedy zrobi się naprawdę gorąco. Gondole o tej porze czekają już „uśpione” na kolejny dzień, ale wiele knajpek, przy głównych uliczkach, czeka na gości. Lubimy nocne przechadzki po mieście…

    aveiro by night

 


Podobał Ci się ten tekst? Nie wahaj się, jeśli zapragniesz go udostępnić swoim znajomym – za tak dobry uczynek trafisz z pewnością do nie…  – sam wiesz z resztą gdzie^^.

Może Ci się także spodobać

5 komentarzy

Ola | Chasing Colors 17 lipca 2017 at 11:03

Moliceiros i azulejos idealnie wkomponowują się w ideę szukania kolorów, więc koniecznie muszę tam pojechać! Szczególnie, jeśli faktycznie jest tam tak spokojnie. Choć chyba nie przepadam za sardynkami. 😉 A ta knajpka z domowym winem (z cytryną, wow!), musi mieć niezwykły klimat.

Reply
devil 21 lipca 2017 at 18:45

Oj – oszalejesz tam ze szczęścia i dostaniesz oczopląsów. Mam wrażenie, że odcienie szarości tam nie dotarły, więc będziesz miała co robić ;).

Reply
Łukasz | z Podróży PL 20 lipca 2017 at 19:08

Bajeczne miasteczko zwłaszcza, że odkryte zupełnie przypadkowo. Jednak nie ma to jak kręcić się i stołować tam gdzie lokalna ludność 😉 Chętnie popływałbym łódką, bo jest znacznie taniej niż w Wenecji o czym możecie poczytać u mnie: http://zpodrozy.pl/wenecja-wlochy-fakty-mity-sposob-tanie-zwiedzanie/ 😉

Reply
devil 21 lipca 2017 at 18:44

Takie niespodzianki później zostają na długo w głowie. Co do jedzenia – czasami te lokalne knajpki są mocno ukryte i z dala od turystycznych szlaków, ale fajnie taką wytropić – w końcu lokalna kuchnia to też część przygody :).

Reply
Costa Nova - miasto pasiastych domów i bezkresnych plaż 21 lipca 2017 at 22:48

[…] Koniecznie odwiedź okoliczne Aveiro, nazywane „portugalską Wenecją” – więcej o tym klimatycznym mieście pisaliśmy tutaj. […]

Reply

Zostaw komentarz