Home GIRLS CORNER Kompaktowe pędzle podróżne DIY

Kompaktowe pędzle podróżne DIY

Autor Kamila Budrewicz aka Diabeł
pędzle hakuro

Ten tekst, myślę, że panów raczej mniej zainteresuje (chyba, że zaglądają tu jacyś wizażyści ? – przyznajcie się bez bicia^^). Może, któregoś razu Smok naskrobie coś mocno ociekającego testosteronem. Tym razem jednak coś dla pań (dziewczyn), bo bankowo nie ja jedna, co wyjazd, mam problem z pakowaniem kosmetyczki. Nie jednak tej z mydłem i szamponem – tu specjalnie filozofii nie ma, chociaż przydają się różne sprawdzone sztuczki. Opowiem nieco więcej o zawartości kosmetyczki kolorowej, a dokładnie o jej „włochatym” wyposażeniu (a co… – nawet na końcu świata fajnie czasami zaszaleć z wyglądem).

 

GDZIE TO WSZYSTKO UPCHAĆ

 

Każdy makijażowy sprzęt coś waży i zajmuje kawałek przestrzeni. O ile jadąc w jedno miejsce, z wielką walizą, dopakowanie do niej kosmetyczki z paroma mazidłami – nie robi wielkiej różnicy, to zdecydowanie większym wyzwaniem są wyjazdy plecakowe i te z samym bagażem podręcznym. Dawniej więc, zabierałam na takie wyjazdy jeden cień w kremie, do roztarcia palcem i tyle (takie cienie zdarzają się w wersjach odpornych na wszystko, więc to całkiem niezły pomysł). Czasami jednak lubię bardziej zaszaleć  więc moja obecna mikro – paletka ma całe 4 odcienie brązów i beżów.  W zależności od okoliczności – można coś z nich wyczarować. Żeby jednak taka zabawa nie wyglądała jak rozlane akwarele, fajnie mieć przynajmniej minimum sprzętów.

Przejrzałam więc (prawie) wszystkie podróżne zestawy pędzli, dostępne na rynku i moim, zupełnie niefachowym okiem, te dostępne są i owszem – małe, ale na tym kończą się ich zalety. W moim odczuciu, są zupełne nieprzemyślane. Jedyne zastosowanie odnalazłam w nich dla największego pędzla do pudru sypkiego (ale po co on, skoro tyle dobrych typu „kabuki” na rynku) i (w niektórych) dla tego klasycznego, do nakładania cieni. Nie pozostało więc nic innego, jak zabawić się w stolarza i manikiurzystkę w jednym^^ i stworzyć sobie pędzelki, na miarę moich potrzeb ;).

 

ZMIEŃ SWOJE ULUBIONE PĘDZLE W WERSJĘ „MINI”

 

Do pełni szczęścia (tego makijażowego rzecz jasna), z dala od domu, potrzebuję czterech pędzli:

  • szerokiego i puchatego – do pudru sypkiego i bronzera,
  • płaskiego, lekko zaokrąglonego – do nakładania i lekkiego rozcierania cienia na górnej powiece,
  • z miękką, zaokrągloną końcówką – do rozcierania cieni,
  • mniejszego, bardziej precyzyjnego, z zaokrągloną końcówką – do aplikacji cieni w kąciku oka, załamaniu powieki i na dolnej powiece.

Ten pierwszy zastąpił bardzo miły w dotyku i skuteczny pędzel „kabuki” (na rynku jest w czym wybierać – ja postawiłam na wersję w miarę  budżetową – ok. 39 PLN, z lekkim, plastikowym trzonkiem). Pozostałe trzy – czekała niestety operacja.

Do „zabiegu” skracania trzonków, wybrałam więc takie oto egzemplarze (wykorzystaj jednak te, które  Tobie służą najlepiej – o to w tym chodzi):

.

pedzelkipędzle hakuro

.

Założenie było takie – ma być „pełna profeska” w absolutnie minimalnym gabarycie, więc kilkukrotnie testowałam miejsce chwytu, coby dobrze wymierzyć miejsce cięcia. Zaznaczyłam je miękką, jasną kredką:

pędzle hakuro

Tak oznakowane pędzle trafiły pod ostrze wyrzynarki. Zależało mi na szybkim i precyzyjnym cięciu, więc to była dobra decyzja, ale jeśli takiego sprzętu w domu nie posiadasz – użyj piłki ręcznej (lub wybadaj, który ze znajomych może pomóc w tej nietypowej operacji^^). No to tniemy:

pędzle hakuro

Trzeba im przyznać, że straciły nieco na wyglądzie, w dodatku jest spora szansa, że praca z nimi przysporzy palcom ranek albo drzazg. Warto je więc nieco wygładzić.

Tutaj mamy kilka opcji – szlifierka (każda z nas przechowuje bankowo taką, obok prostownicy do włosów^^), papier ścierny o małej ziarnistości albo po prostu dobry pilnik do paznokci.

Ja największą robotę wykonałam szlifierką, a ostatnie szlify – najzwyklejszym pilnikiem.

pędzle hakuropędzle hakuro

Tak przygotowane końcówki pędzli należy odtłuścić (wykorzystałam cleaner do hybryd) i pomalować. Pomyślałam sobie, że idealnie do tego nada się lakier hybrydowy, utwardzany pod lampą UV (najpierw baza, później czarny lakier, na końcu top):

semilacsemilac

A tak prezentują się wszystkie trzy, z pomalowanymi końcówkami. Nie wyglądają źle ;). Są maluteńkie i prawie nic nie ważą. Spokojnie można je upchać do najmniejszej kosmetyczki:

pędzle podróżne

Na koniec  – cały mój podróżny komplet… Jest szansa, że jego wykorzystanie pozwoli uratować niejedno zdjęcie, a kiedy zabraknie czasu i chęci na pędzelkową zabawę – standardowo pozostaną moje ulubione, ciemne lustrzane okulary ;).

zestaw pędzli podróżnych

 

Dajcie znać, jeśli którejś z Was przydał się lub przyda ten tutorial. Mocno ciekawi mnie, czy tylko ja miałam potrzebę posiadania takich puchatych maluchów (ostatnimi czasy coraz bardziej odchudzam swój bagaż – są w nim jednak rzeczy, których wolałabym nie wyrzucać, a zwyczajnie – pomniejszyć 😉 ).  Zobaczymy co przyjdzie mi do głowy, przed kolejnym „wielkim” pakowaniem^^.

 


Jeśli podobał Ci się ten tekst – będzie nam piekielnie miło, jeśli podzielisz się nim ze swoimi znajomymi.

Zajrzyj także do nas na facebooku – tu się dużo dzieje praktycznie codziennie.

 

 xxx

Może Ci się także spodobać

Zostaw komentarz