Home Azja Hpa-an – miejsce w Birmie, do którego naprawdę warto dotrzeć

Hpa-an – miejsce w Birmie, do którego naprawdę warto dotrzeć

Autor devil
Hpa-an Myanmar
Żeby zobaczyć większość skarbów Birmy potrzeba tygodni! Kraj ogromny, a odległości między jego krańcami, w połączeniu z systemem dróg, nie zachęcają do częstego przemieszczania się. Dla niektórych atrakcji jednak warto znieść chwilę niewygody. My zdecydowaliśmy się na kilka dni pojechać całkiem daleko. Dla tego jednego miejsca…

.

hpaan_pagoda

.

Hpa-an zwróciło naszą uwagę w jednym z przewodników, który kurzył się z rok na półce. Zdjęcie na jednej ze stron przedstawiało złotą pagodę, zbudowaną na szczycie pionowej skały, wystającej z pięknego jeziora. W tle piękne góry, światło zachodzącego słońca. Przepadliśmy. Dopiero później sprawdziliśmy gdzie to to na mapie leży i jak się ma do pozostałych atrakcji Birmy. W dodatku, kiedy wypisaliśmy te miejsca, których w żadnym razie pominąć nie możemy – wyszło na to, że z Hpa-an nam jest bardzo nie po drodze…

.

ŁADNIE? TU JEST PIĘKNIE! ZOBACZ GDZIE KONIECZNIE MUSISZ DOTRZEĆ

 

Góry, spektakularne jaskinie, formacje skalne i malownicza okolica jest tym, co przyciąga turystów w te strony. Nas z resztą też, bo już pierwszego wieczoru mieliśmy problem z wyborem gdzie się udać ;). Kilka minut pieszo od naszego hotelu – jezioro, a za nim góra Zwegabin, odbijająca się w jego tafli. Z kolei po 30 minutach jazdy – pagoda Kyauk Ka Lat, na szczycie skały. W dodatku „białych twarzy” jest tu jak na lekarstwo (co się z pewnością zmieni). Nigdzie później nie spotkaliśmy się z taką uprzejmością mieszkańców. Tak spontanicznie podeszliśmy do tego miejsca, że nie wiedzieliśmy jakie atrakcje kryje i zbyt mało czasu na nie zarezerwowaliśmy.

Nie popełnicie naszego błędu, wiedząc co ma do zaoferowania…

.

PAGODA KYAUK KA LAT

.

Pagoda Kyaut Ka Latt

.

Od tego miejsca wszystko się zaczęło. Zdjęcie dostrzeżone na jednak z kart książki zdeterminowało plan całej trasy. Raj dla każdego podróżującego z aparatem fotograficznym! W zależności od pory dnia – wygląda zupełnie inaczej. Nie jest jeszcze tak popularne jak Szwedagon, Złota Skała czy most U Bein – dzięki czemu można się nim nacieszyć bez tłumów turystów. Kiedy przyjechaliśmy tu na wschód słońca – spotkaliśmy jedynie dwóch fotografów. Kanadyjczyka w towarzystwie najbardziej kojarzonego w Birmie fotografa National Geographic! Ten drugi był tu tyle razy, że zrobił jedynie kilka zdjęć swoim telefonem. Kanadyjczyk był za to obwieszony sprzętem bardziej niż my ;). Zainteresowała go Kaja, która małym, żółtym aparatem próbowała uchwycić pierwsze promyki wschodzącego słońca. Wręczył jej flagę swojego kraju. Świetna motywacja dla małego fotografa.

.

Birma z dzieckiemBirma z dzieckiemKaja Budrewicz

.

Chwilę później zaczął się spektakularny spektakl, który zafundowało nam tego dnia słońce. Kolory zaczęły zmieniać się z minuty na minutę – od szarości, przez ciepłe żółcie, po mocno nasycone błękity, zielenie i pomarańcze. Do tego śpiewy mnichów i dym z ognisk, rozpalanych na niewielkiej wyspie – magia…mnichów, dobiegające z wysepki na jeziorze i dym rozpalanych przez nich ognisk. Bajka!

.

hpa-anhpaan_pagoda2hpa-anhpa-an

.

Przespać taki wschód było by grzechem, a że podczas naszej podróży chodziliśmy spać dosyć wcześnie – nie mieliśmy problemu ze wczesnym wstawaniem.  Zwłaszcza, że niewiele jest na świecie tak surrealistycznych miejsc jak to. Złota pagoda, na szczycie skały, która wygląda jakby walczyła z grawitacją i ten krajobraz wokół. Mimo, że wiedzieliśmy dobrze, że słońce zniknie za naszymi plecami – nie mogliśmy sobie darować tego miejsca także na zachód słońca. Zwłaszcza, że daleko nie mieliśmy.

.

hpa-anhpaan_sunset1

.

JASKINIA SADAM

.

W Birmie mocno zadziwiły nas stópy, budowane na każdej, bardziej wystającej skale. Jednak prawdziwym szokiem było wejście do jednej z pierwszych jaskiń. Tak olbrzymiej, że jej przejście zajęło nam ponad godzinę. Okazało się, że każde zagłębienie w jej strukturze ma swój posąg, a każdy większy kamień – osobną stópę!
Jaskinia Sadam jest jednak wyjątkowa… Z wielu powodów…
.

sadam_cave

.
Minęliśmy wielkie, betonowe słonie (minęliśmy jak minęliśmy – Kaja musiała się zatrzymać 😉 ) i po długich schodach dotarliśmy do wejścia. Przez ilość malowideł na ścianach, stóp i posągów Buddy – jaskinia wygląda trochę jak wnętrze budynku sakralnego. Jednak kilkadziesiąt metrów dalej robi się bardziej tajemniczo i w niektórych miejscach czołówka mogła by się przydać, żeby doświetlić sobie różne zakamarki. Poruszaliśmy się bardzo ostrożnie, bo tylko po jej części można chodzić w butach (jest to, jakby nie patrzeć, miejsce kultu).

.

sadam_cave sadam_cave_myanmar sadam_cave

.
Jaskinia jest pełna stalaktytów i stalagmitów, a miejscami także… nietoperzy. Popiskują głośno nad głowami, ale nie ma powodu do obaw (chociaż to miejsce nazywane jest „piekłem na ziemi”!). Nie wyglądają na specjalnie zainteresowane czyjąkolwiek obecnością ;).

.

sadam_cave sadam_cave sadam_cave sadam_cave sadam_cave .
Przeszliśmy przez wąski mostek, przedziwne instalacje, oświetlone światełkami LED, a bliżej wyjścia minęliśmy otwór, przez który światło bije wprost na wystającą skałę, z niewielką pagodą. Chwilę się idzie, ale warto. Zobaczyliśmy świat po drugiej stronie góry. Lokalsi grali w tutejszą odmianę siatkówki (kopanej), a widoki różniły się nieco od tych sprzed wejścia. Niezła niespodzianka! Łódką opłynęliśmy jezioro i niskie jaskinie, a wąskimi kanałami (jak w Wenecji 😉 ) – dopłynęliśmy do mety.

.

sadam_cave sadam_cave sadam_cave

.

JEZIORO KAN THAR YAR

Po kilku minutach marszu od miejsca, w którym spaliśmy, byliśmy już nad brzegiem jeziora Kan Thar Yar. Ucieszyliśmy się, że tak dobrze wybraliśmy naszą bazę noclegową, bo tym łatwiej było nam dotrzeć tu na wschód słońca. Można go podziwiać z lądu, lub z jednego z pomostów. Zanim rozłożyliśmy się ze wszystkimi sprzętami – zaczęło się przejaśniać. Słońce powoli odsłaniało wyjątkowo fotogeniczne tło, wschodząc nad zalesioną częścią jeziora. Przed nami góra Zwegabin i okolice w ciepłych kolorach świtu.
.

Myanmar with kids

.
Zauważyliśmy, że ludzie tu bardzo wcześnie wstają. Jeszcze przed nastaniem dnia spotkaliśmy liczne grupy, ćwiczące przy brzegu jeziora. Inni szli do pracy czy też krzątali się wokół domów. Spodobał nam się panujący tu klimat :).

.

hpa-an

.

Wieczorem w tafli wody odbijają się światła miasta i mostów, które ją przecinają. Gra muzyka, brzegiem spaceruje mnóstwo ludzi i czuć zapach jedzenia z licznych budek z grillem. Miejsce tętni życiem do późna.

.

hpa-anhpa-an myanmar

.

NOCNE TARGOWISKO W HPA-AN

Kiedy zapadł zmrok, mieliśmy wrażenie, że pół miasta zebrało się właśnie tutaj (kilka minut drogi od hotelu Glory, przy jeziorze Kan Thar Yar). Najróżniejsze przysmaki aż skwierczały na rusztach, a gar-kuchnie były otoczone smakoszami. Przy niektórych było naprawdę tłoczno. Zapachy i widoki same zachęcały do próbowania przysmaków z różnych rusztów, ale wybieraliśmy raczej bez brawury, obserwując w co najczęściej celują lokalsi.

Żaden fan „street food’u” nie może pominąć tego miejsca. Poza możliwością napełnienia brzuchów tutejszymi rarytasami jest tu zwyczajnie klimatycznie, wręcz romantycznie! Światła kolorowych lampek, przymocowanych do pobliskiego mostu i pozytywna energia zachęca do spędzenia tu wieczoru.

.

hpa-an

 

WIOSKA LAT KHA NA I OKOLICE

.

Po porannym przemierzaniu jaskiń wyruszyliśmy do miejsca, do którego mało kto z przyjezdnych dociera (większość backpackersów ląduje w okolicznym naturalnym kąpielisku, nie wiedząc nawet o jego istnieniu). Wioska, która słynnie z ręcznie wyrabianych tkanin, prostych i praktycznych, ukryta jest w głębi kauczukowego lasu, do którego najłatwiej dotrzeć skuterem. My zdecydowaliśmy się pójść tam pieszo. Przeceniliśmy trochę warunki, bo gorąco było jak Diabli i po drodze zużyliśmy hektolitry wody.
Zanim jednak dotarliśmy na miejsce, zatrzymaliśmy się na chwilę przy lokalnej szkole. Wokół nas szybko zbiegły się dzieci, które właśnie skończyły zajęcia. Zainteresowała je mocno Kaja, ze swoim żółtym aparatem – ustawiały się do zdjęcia i szybko chciały sprawdzić jak wyszły ;).

.

Hpa an MjanmaHpa an Mjanma Hpa an Mjanma Hpa an Mjanma Hpa an Mjanma Hpa an Mjanmahpa-an birma .

Byliśmy bardzo miło zaskoczeni tym, jak przyjęto nas w wiosce. Kaja została przebrana w tradycyjne ubranie, w którym biegały wszystkie dzieci. Długa i sztywna sukienka nie do końca przypadła jej do gustu, chociaż na początku nie chciała jej zrzucić ;). Jedna z kobiet oprowadziła nas po okolicy. Zobaczyliśmy jak powstają tkaniny, wykorzystywane na co dzień. Zainteresowały nas także domy na palach, o wyjątkowo lekkiej konstrukcji… Oczywiście telefonia komórkowa dotarła także i tutaj, więc co chwilę pozowaliśmy do zdjęć ;).
Jedna z rodzin zaprosiła Kaję do skosztowania jednego z dań, które przyrządzane jest tutaj wyłącznie w tym sezonie. Wszyscy byli uśmiechnięci i zadawali mnóstwo pytań.

.

hpa-an birma hpa-an birmahpa-an birma hpa-an birma hpa-an birma hpa-an birma hpa-an birma
Kiedy wracaliśmy, dziewczynki ze wspomnianej szkoły czekały na Kaję z prezentami – owocami ze swojego ogrodu i liśćmi o dziwnych kształtach ;).
To popołudnie naładowało pozytywną energią, bo coraz mniej jest tak autentycznych miejsc na świecie!

.

JASKINIA YATHAPYAN

.

Mimo, że wizyta w tej jaskini dostarcza niezłego masażu stóp – to naprawdę warto. Podłoże w dużej jej części jest żwirowe i przydają się baletowe umiejętności poruszania się na palcach. Jest to jedna z najstarszych jaskiń w stanie Karin, wyjątkowo interesująca. Już przed samym wejściem wita nas stado małp, które żwawo pokonują pionowe skały. Ludzie z nimi żyją tu chyba całkiem nieźle, ale staraliśmy się nie wchodzić im w drogę ;).
.

Yathapyan Cave Yathapyan Cave Yathapyan Cave Yathapyan Cave

Do jaskini wdrapaliśmy się po schodach, poprowadzonych wśród skał. Dotarliśmy na taras skalny, z którego rozpościera się naprawdę ładny widok. Najciekawsze jednak w środku. Wiele posągów Buddy (niektóre niestety zniszczone), ciekawe formacje skalne. Jest trochę ślisko, ale żądni wrażeń mogą zagłębić się z czołówką w tunel, biegnący na drugą jej stronę. Jest tu prawie pusto (zwłaszcza wieczorem), nie ma opłat za wstęp – warto tu zajrzeć!

.

hpaan_Yathapyan_Cave Yathapyan_Cave

.

GÓRA ZWEGABIN

.

mount zwegabin

.

Niestety zabrakło nam czasu i… nie wybadaliśmy wcześniej jak niesamowite może to być miejsce, skupiając się na okolicznych krajobrazach i klimatach. Łzy nam się jednak w oczach zakręciły po powrocie, kiedy przypadkowo natknęliśmy się na zdjęcia z tego miejsca. Zarezerwujcie więc sobie jeden poranek i nie zapominając o czołówkach, popędźcie na szczyt góry Zwegabin (722 m n.p.m.), przed wschodem słońca. Strome podejście ułatwiają schody – każdy powinien dać rady:).

.


.

HPA-AN PRAKTYCZNIE

.

hpa-an praktycznie

.

Dojazd:  Jest kilka możliwości dotarcia do Hpa-an z popularnych miejsc. Oto niektóre z nich:
Samolot:  Z Rangun do Mulmejn – lot trwa 40 minut, raz w tygodniu.
Autobus: Z Rangun – ok. 8 godzin. Można wybrać wariant dzienny (startują do południa, co godzinę), albo nocny (od 17). Możecie zrobić po drodze stop przy Złotej Skale.
Z Mulmejn jedzie się ok. 3 godziny, a bilety są bardzo tanie (około dolara). Za kilkanaście dolarów można się tu dostać także z Mandalaj, ale jazda może ciągnąć się w nieskończoność.
Samochód: Jeśli podróżujesz autem – dojazd z Rangun powinien zająć ok. 6 godzin. Wynajęcie auta z kierowcą na 1 dzień to koszt ok. 150 dolarów.

Nocleg: Polecamy niedrogi hotel (116 pln za dwójkę) blisko jeziora Kan Thar Yar – Glory Hotel. Nie ma tu co oczekiwać luksusów, ale jest czysta pościel, proste śniadanie w cenie i bardzo tania zawartość lodówki (napoje w cenie podobnej do tej na mieście) ;). To co jednak zadecydowało o wyborze tego miejsca to jego lokalizacja – kilka minut pieszo do wspomnianego jeziora, z widokiem na górę Zwegabin. Ma to znaczenie przy wyjściach na wschody słońca, bo można zwyczajnie chwilę dłużej pospać ;).

Z dziećmi: Młodsi turyści będą szczególnie zachwyceni tutejszymi jaskiniami!  Tymi szczególnie wartymi uwagi są, wspomniane wyżej, jaskinia Sadam,  Yathapyan, ale jeśli tylko będziecie mieć czas, w kilku innych także kryje się sporo niespodzianek. W jaskini Kawgun – tysiące statuetek Buddy,  w Bayin Nyi Caves  gorące źródła i wielki obraz Buddy, a z  Bayin Nyi rozciągają się piękne widoki. Przyda się latarka do zaglądania w liczne zakamarki i pokonywania tuneli.

Nieco starsze dzieci z pewnością nie będą mogły się nadziwić bajkowemu klimatowi pagody Kyauk Ka Lat. Kaja skojarzyła ją z zamkiem małej księżniczki, na szczycie zaklętej skały. Można wejść na górę, albo po prostu pospacerować w okolicy. To także doskonałe miejsce do nauki fotografii krajobrazowej, dla małych artystów ;).

Na wieczornym targu w Hpa-an sprzedają specyficzne naleśniki, cienie i kruche, posmarowane masłem orzechowym i posypane kolorowymi cukierkami. Bomba kaloryczna, którą dzieci uwielbiają ;). Pamiętaliśmy, że Kaja zachwycała się takim naleśnikiem w Tajlandii i kiedy zobaczyliśmy je tutaj – nie mogliśmy odmówić jej tej przyjemności ;).

.


.

hpa-an

.

Biorąc pod uwagę popularne trasy podróży po Birmie, Hpa-an leży wyjątkowo „nie po drodze”. Jeśli jednak nasze zdjęcia i informacje przekonały Was do uwzględnienia tego miejsca w planie swojej podróży – będziecie zachwyceni!

Może Ci się także spodobać

12 komentarzy

Dyrdymała 16 kwietnia 2018 at 20:38

Jedyne co przychodzi mi do głowy po pochłonięciu Waszego wpisu to: łaaał, jak tam pięknie! Chyba muszę sporządzić w końcu podróżniczą listę marzeń, na której z pewnością znaleźć się muszą opisane przez Was miejsca. Myślę, że na takie wschody słońca namówilibyście i mnie, czyli śpiocha nr 1, którego nawet na wyjeździe ciężko zwlec z łóżka przed 8! 🙂

Reply
devil 26 kwietnia 2018 at 08:53

Najgorsze jest to, że jak się siada do takiej listy, to pojawia się obawa czy życia starczy na te wszystkie piękne miejsca ;). Na same góry w Polsce i w pobliżu dwa lata na łażenie porządne jak nic by się przydały ;). Tak czy siak – Hpa-an jak i całą Birmę mooocno polecamy!

Reply
Martyna 26 kwietnia 2018 at 16:24

Powiem, a w zasadzie napiszę krótko – SZOK! To miejsce jest bajkowe… Nie wypada zazdrościć, tylko wziąć się do roboty i zacząć spełniać swoje marzenia, prawda? 😉

Reply
devil 27 kwietnia 2018 at 15:49

Hehe :). Polecamy. Szczególnie, że warto tam trafić zanim pojawią się prawdziwe tłumy.

Reply
Marzena Bartosz 27 kwietnia 2018 at 14:50

Cudowne miejsce świetne zdjęcia

Reply
devil 27 kwietnia 2018 at 15:50

O tak – mało znane, a wyrywające z butów :). Dziękujemy i pozdrawiamy!

Reply
marta 28 kwietnia 2018 at 12:44

Super fotoreportaż, aż chce się tam być.
Dodaję do naszego „must see”. 🙂

Reply
devil 28 kwietnia 2018 at 15:02

Dzięki :). Polecamy wybrać się tam tak szybko, jak to możliwe :). My planujemy szybko powrót!

Reply
Sarowly 28 kwietnia 2018 at 23:01

Wow, to miejsce na zdjęciach wygląda naprawdę wspaniale, na pewno na żywo jeszcze lepiej… Najbardziej spodobało mi się to jezioro o wschodzie słońca, coś niesamowitego! Świetna relacja i piękne zdjęcia, bardzo miło się czytało. Życzę Wam udanych podróży i będę częściej zaglądać na bloga 😉 PS. Macie przepiękną córeczkę!

Reply
devil 1 maja 2018 at 16:39

Już widzę jakie zdjęcia byś tam wyczarowała :). Żaden fotograficzny zapaleniec nie powinien pominąć tego miejsca, jeśli tylko z Birmą mu po drodze ;).

Reply
Aga 6 maja 2018 at 19:01

Birma wciąż na mojej liście a miejsce przepiękne! I te odbicia

Reply
Marta 14 maja 2018 at 20:46

Wchód słońca z Hpa-an wygląda jak z filmu fantasy. Przepięknie!! Bardzo podobają mi się zdjęcia z wioski. Zawsze niesamowite są spotkania z ludźmi i ich chęć dzielenie się i ciekawość.

Reply

Zostaw komentarz